Opublikowano 1 komentarz

Kłamstwo założycielskie o tzw. kredytach frankowych

stop-szantazowaniu-polski-777x315Hop, hop, to znowu ja 🙂

Tym razem postanowiłam zabrać głos w dyskusji o tym, czy w „kredytach frankowych” były jakieś franki, czy też ich nie było – co wydaje się kluczową kwestią w rozstrzygnięciu, czy można te kredyty teraz
przewalutować, lub odwalutować, po kursie z dnia podpisania umowy kredytowej

Otóż w tych kredytach nie było ani żadnych franków, ani innych walut, ani nawet złotówek.

Wiem, brzmi to niewiarygodnie, ale świadczy o tym sposób udzielania kredytów bankowych, który obowiązuje od zawsze, odkąd istnieją banki.

Bank, udzielając kredytu, stwarza depozyt pieniężny i udziela go Klientowi na realizację jakiegoś celu. Ten pieniądz stwarzany jest z niczego (ex nihilo), jest realnym pieniądzem, który krąży w gospodarce, a w miarę spłacania rat przez kredytobiorcę – jest unicestwiany, czyli anihilowany.
Oczywiście w części kapitałowej raty, bo część odsetkowa jest zyskiem banku i wraca do obiegu.

Ten proceder nazywa się kreacją pieniądza i jest legalny.

Według Konstytucji, jedynym legalnym emitentem pieniądza w Polsce jest Narodowy Bank Polski.( Art 227 par.1 Konstytucji)
Nie przeszkadza to jednak bankom prywatnym stwarzać/kreować pieniędzy w postaci udzielonych kredytów

Większość pieniędzy  (około 87%), których używamy – zarabiamy i wydajemy – pochodzi z czyjegoś kredytu!
Jeśli kiedyś słyszałaś, że fatalną rzeczą dla gospodarki jest tzw. drukowanie pustych pieniędzy, bo rzekomo powoduje hiperinflację, to właśnie się przekonałaś, że to nieprawda. Banki komercyjne „drukują” na potęgę, a inflacja nic sobie z tego nie robi.

Na poparcie tych wywrotowych tez cytuję tekst z edukacyjnego portalu NBP http://www.nbportal.pl/slownik/kreacja-pieniadza, z rozdziału pt. „Kreacja pieniądza”:

„kreacja pieniądza jest procesem, w którym podaż pieniądza w danym kraju (lub regionie o wspólnej walucie jak np. strefa euro) jest zwiększona. W warunkach współczesnych systemów bankowych dokonać tego mogą zarówno bank centralny, jak i banki komercyjne. Bank centralny może wprowadzić nowe pieniądze do gospodarki (tzw. „ekspansywna polityka pieniężna”) poprzez zakup aktywów finansowych lub udzielanie pożyczek dla instytucji finansowych.

Banki centralne monitorują i kontrolują ilości pieniądza w gospodarce poprzez pomiar agregatów pieniężnych, takich jak M2 czy M3 i stosowanie odpowiednich instrumentów finansowych. Poza tym, dzięki funkcjonowaniu systemu rezerw cząstkowych, pieniądz kreować mogą także banki komercyjne, głównie w formie udzielania kredytów bankowych swoim klientom. Pieniądz ten jest traktowany, w teorii i praktyce, tak jak gotówka. Jedynym sposobem zwiększenia całkowitej wartości nominalnej pieniądza bezgotówkowego banków komercyjnych jest zwiększenie zadłużenia w bankach. Każda spłata rat kapitałowych jest równoważna trwałemu wycofaniu pieniądza o takiej samej wartości nominalnej z obiegu gospodarczego. Odsetki od długu traktowane są jako przychód banku i wchodzą ponownie do obiegu gospodarczego, jako jego wydatki”

Wróćmy do naszych frankowiczów. Czemu uważam, że ten niuans jest tak istotny w dyskusji o rozwiązaniu problemu „kredytów frankowych”?

Bo głównym argumentem przeciwników ustawowego przewalutowania jest to, że udzielając kredytów frankowych banki pożyczały franki w centralnym banku szwajcarskim, sprzedawały je na rynku i uzyskane złotówki udostępniały w kredycie. Za część marży kupowały zabezpieczenia przed ryzykiem kursowym (tzw. SWAPy – to zabawne, zabezpieczały siebie przed dalszym spadkiem kursu, a klient nawet nie wiedział o ryzyku kursowym), i teraz w miarę spłaty kredytu muszą oddać Szwajcarom  te franki. To jest nieprawda.

Bank stwarzał depozyt złotówkowy na poczet kupna mieszkania klienta, a raty miały być spłacane we frankach. Nadwyżka wynikająca ze wzrostu kursu franka, to czysty, niezasłużony zysk banku. To wszystko.
Przecież nie ma sensu stwarzać z niczego franki szwajcarskie, skoro mieszkania w  Polsce kupuje się za złotówki.

Tak więc gdy czytam, lub słyszę wypowiedzi polityków, ekonomistów, publicystów ekonomiczno-finansowych opowiadających, że odwalutowanie kredytów spowoduje straszne straty dla banków, a nawet zagraża stabilności całej gospodarki, i jeszcze podatnicy/my będą musieli za to zapłacić- jest mi baaaardzo przykro (eufemizm)  bo to oznacza, że dany polityk, lub partia siedzi u nich w kieszeni. To samo dotyczy ekonomistów – na ogół są to pracownicy instytucji finansowych. Media również zarabiają na bankach jako wydawcy reklam,  więc dziennikarze udają pożytecznych idiotów.

Bardzo się rozpisałam, a miał to być tylko wstęp i zagajenie do zaprezentowania Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu , które walczy z bankami o prawa kredytobiorców  oraz do opracowanego przez nich poradniczka 24 kłamstwa o toksycznych „kredytach” w wersji do czytania i  video.

Stop Bankowemu Bezprawiu
Lektura obowiązkowa, zwłaszcza dla dziennikarzy

1 komentarz do: “Kłamstwo założycielskie o tzw. kredytach frankowych

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

 

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.