Opublikowano Dodaj komentarz

Jak liberalny rząd naprawi system emerytalny?

PomrzemyEmocje kampanii wyborczej za nami, teraz nadszedł czas na konkrety.

Co wybrana demokratycznie monowładza zamierza zrobić z systemem emerytalnym w Polsce,  żeby Polacy poczuli się bezpieczniej?

Jak dotąd, słychać tylko narzekania , że beneficjentów systemu, czyli emerytów i rencistów przybywa i żyją coraz dłużej, zaś płatników składek, czyli osób czynnych zawodowo jest coraz mniej. I będzie jeszcze mniej. Czyli im młodszy jest teraz przyszły emeryt, tym niższe będzie jego przewidywane świadczenie na emeryturze.

Mówi się o tym,  żeby opóźnić wiek przejścia na emeryturę, wyrównując uprawnienia kobiet i mężczyzn.  Ten pomysł dręczy wszystkie europejskie społeczeństwa, PE zaproponował jednakowy wiek przejścia 70 lat!

Nie słychać natomiast planów ograniczenia przywilejów emerytalnych określonych grup zawodowych: tzw mundurowych, górników i nauczycieli.  Rozumiem, że osobie 50 letniej trudno jest biegać za bandytami, lub walczyć na frontach, ale nie wierzę, że wszyscy żołnierze i policjanci zaraz po przejściu na wcześniejszą emeryturę zasiadają w kapciach przed telewizorem i nie mają już żadnych aspiracji zawodowych.

Projekt nowelizacji naliczania rent chorobowych, który pojawił się w ostatnich dniach również napawa niepokojem – proponowane jest uzależnienie wysokości świadczenia rentowego ( dla chorych, nie zdolnych do pracy) od stażu pracy. Powodem zmiany jest fakt, że niedługo renty przewyższą nowo naliczane emerytury i pracownicy mogliby „uciekać na rentę”! Więc renty też będą proporcjonalnie obniżane.  Wiemy, jak trudno jest uzyskać rentę, bo komisja lekarska w ZUSie jest specjalistą od cudownych uzdrowień.  Szkoda,  że przy okazji nie podano sposobu, jak chory człowiek ma uciec przed niepełnosprawnością.

Minister pracy Jolanta Fedak przedstawiła wreszcie projekt reformy systemu, o którym resort pomrukiwał od grudnia 2009. Zgodnie z zapowiedziami utrzymano propozycję zmniejszenia udziału części kapitałowej (OFE) w składce  z 7,3%  do zaledwie  3% podstawy wynagrodzenia, co oznacza powolny odwrót od reformy emerytalnej z 1999 r. To posunięcie ma zatrzymać więcej pieniędzy w ZUSie na potrzeby bieżących świadczeń, ale jest sprzeczne z kapitałowym kierunkiem reformy. Finansiści oceniają, że ten zabieg przyniesie krótkotrwałą ulgę, a za kilka lat znowu będzie dziura w ZUSie. Ale to już będzie problem innej ekipy.
Dobrą propozycją natomiast jest zwiększenie limitu inwestycji agresywnych, tj w akcje,  prawa poboru i obligacje zamienne na akcje, do 90% aktywów. Dotychczas ten limit wynosi 40%. Ta zmiana oznacza zmniejszenie zobowiązań Skarbu Państwa do emisji obligacji, czyli zmniejsza zadłużenie publiczne. Nowy limit daje szanse na większe zyski na naszych kontach w OFE, ale jednocześnie większe ryzyko strat.  Jedynym sposobem wpłynięcia na stan rachunku właściciela jest możliwość przeniesienia się do innego OFE, czyli skorzystania z konkurencyjności Towarzystw. Ale – UWAGA! – min. Fedak chce zakazać akwizycji OFE, co może mieć skutek dokładnie odwrotny, bo dostęp do informacji o PTE ograniczy się do internetu i reklamy instytucji finansowych, a po powodzeniu kont IKE widać, że to jest źródło niewystarczające.  Z doświadczenia wiem, że „interfejs ludzki”  jest bardzo pomocny w podejmowaniu decyzji finansowych, a zwłaszcza długoterminowych.

Nie wiem, dlaczego min Fedak walczy z akwizytorami OFE, chyba po to , by społeczeństwo powoli zapomniało o kapitałowej części swojej emerytury, i pozwalało na zaleganie składek w ZUSie.
Podobnie stało się z Indywidualnymi Kontami Emerytalnymi (IKE), które za mocy ustawy „o III filarze” z 2004 roku weszły na scenę
finansową. Na początku zyskały pewne zainteresowanie, po czym zaczęły wymierać z powodu nieregularnych, coraz rzadszych wpłat. Obecnie tylko 1,13 mln osób korzysta z IKE, co stanowi 7,7% zapisanych do OFE. Cóż, IKE są nieobowiązkowe, więc nikt nie robi losowań, ani masowych wysyłek zawiadomień do ubezpieczonych w ZUS. A edukacji finansowej w Polsce nie ma, nadal większość ludzi uważa, że tzw państwo musi zabezpieczyć im opieke zdrowotną i emeryturę.

W praktyce obecny system emerytalny nie jest żadnym ubezpieczeniem, bo nikogo w istocie nie ubezpiecza. Nie gwarantuje dokładnie nic, poza obowiązkiem płacenia regularnie składek. Jest więc, w gruncie rzeczy, drugim podatkiem, przeznaczonym na wypłaty świadczeń dla seniorów. Co więcej, wszystkie nasze wpłacone składki są od 1999 roku dokładnie policzone przez system komputerowy celem obliczenia dla każdego z nas, ile  będzie mu się należało. Ciekawa jestem, ile by można zaoszczędzić, gdyby zamknąć wszystkie oddziały ZUSu na cztery spusty,  zwolnić urzędników, a komputery przeprowadzić do Urzędów Skarbowych. Nasze składki będą wpływać do fiskusa i wypływać stamtąd do obecnych emerytów tak samo, jak to ma miejsce teraz. A pieniądze zaoszczędzone na kosztach ZUSu odprowadzić z powrotem do Rezerwy Demograficznej, z której już zaczęto czerpać na łatanie dziury budżetowej.

Tak sobie tylko fantazjuję ma ten temat, ale jednego jestem absolutnie pewna:  ZUS nie może zbankrutować, bo nie ma w nim żadnych pieniędzy! To jest tylko rozdzielnik naszych pieniędzy. Bardzo kosztowny rozdzielnik. Nie gromadzi, ani nie pomnaża żadnego kapitału. Wymaga usprawnienia, lub zwolnienia z pracy i powołania innego, bardziej sprawnego wykonanwcy tego zadania.
Dlaczego nie zostało to do tej pory zrobione, chociaż wielu ekonomistów proponowało podobne rozwiązania?
Nie wiem. Widocznie są ważniejsze powody dla ekip rządzących niż dobrobyt starszych pokoleń.

Dlatego namawiam wszystkich, aby nie martwili się o to, ile dostaną oficjalnej emerytury, ale zaczęli sami planować swój wieloletni
budżet finansowy z uwzględnieniem emerytury. Jak to robić, spytacie, przecież nie jesteśmy dyrektorami finansowymi.

Właśnie. Zacznijcie szukać. Pytać. Uczyć się. Obliczać. Porównywać. Decydować.

Po prostu zróbcie to sami.

Pozdrawiam serdecznie 🙂

APK

Opublikowano Dodaj komentarz

Nie wyrzucaj pieniędzy na ubezpieczenie!

Ja nie wyrzucam.

Zamiast tego przeznaczam co miesiąc pewną kwotę na pomoc dla osób poszkodowanych w wypadkach losowych.

Ta kwota wpływa na konto instytucji finansowej, która zbiera i rozdziela środki dla osób potrzebujących,  które wcześniej też takie opłaty ponosiły.  Jeśli  spotka mnie coś złego, ja lub moja rodzina otrzyma wsparcie finansowe w ustalonej wysokości. Uważam, że to jest uczciwe.  Najpierw daję, potem otrzymuję. Jeśli nie zajdzie potrzeba, to chwała Bogu, a pieniądze nie zostaną zmarnowane, bo pomogłam innym.

Ta instytucja to Towarzystwo Ubezpieczeń na Życie. Wynik umowy społecznej: grupa ludzi składa się na pomoc dla tych spośród siebie, którym wydarzy się wypadek.  Pierwsze towarzystwo ubezpieczeniowe powstało dawno temu w Wenecji, kiedy to grupa kupców postanowiła złożyć się na pokrycie strat w wyniku pirackich napadów na statki handlowe. Dzisiaj popularne są ubezpieczenia majątkowe: ubezpieczamy dom i samochód, by w razie wypadku lub kradzieży odtworzyć to, co straciliśmy.

Zdawać by się mogło, że wykupienie polisy na życie jest aktem miłości i odpowiedzialności za rodzinę. Większość z nas (ponad 90%) deklaruje, że odpowiedzialność i bezpieczeństwo jest dla nich ważne lub bardzo ważne.

Najważniejsze wartość Polaków

83% osób nie chce narażać swojej rodziny na trudności finansowe, w razie gdyby im się coś stało.

75% osób zabezpiecza się przed pogorszeniem stanu zdrowia.

73% Polaków deklaruje, że zrobi wszystko, by zabezpieczyć rodzinę przed nieprzewidzianymi sytuacjami.

Ale to wszystko pozostaje  w sferze  deklaracji, albowiem tylko 21% Polaków posiada polisę ubezpieczenia na życie. Co ciekawe, 10% pytanych nie wie, czy ma polisę…


Czy masz polisę na życie?

Czy jest możliwe, że prawie 70% społeczeństwa nie stać na ubezpieczenie rodziny? Oto wyniki badania struktury wydatków „nie pierwszej potrzeby” u osób nieubezpieczonych:

Jakie wydatki są ważniejsze?

No proszę, ciuchy i kosmetyki kupujemy raźniej niż cokolwiek innego!

Zatem bieda nie jest tu przyczyną, raczej brak konsekwencji, niedojrzałe podejście do życia. I wbrew  deklaracjom – brak odpowiedzialności.

A może ludzie nie wiedzą, ile kosztuje polisa ubezpieczeniowa, a wstydzą się zapytać?

Ceny są różne, zależą od Sumy Ubezpieczenia, opcji dodatkowych, wieku, płci, stanu zdrowia i zawodu Klienta. Są ubezpieczenia „gotowe”, jak ubrania w sklepie, wystarczy wybrać rozmiar. Są też „szyte na miarę”, wymagają skalkulowania potrzeb i możliwości finansowych Klienta. Robi się to na spotkaniu z Agentem, na przykład ze mną 🙂

W następnym wpisie podam kilka przykładów.

Czasem słyszę apele o wsparcie finansowe dla nagle osieroconych dzieci, młodych wdów, czy osób dotkliwie poszkodowanych w wypadku i wymagających kosztownego leczenia.  Tworzy się fundacje, odwołuje się do współczucia i solidarności z ofiarami wypadków. Zastanawiam się wtedy, czy tragicznie zmarła lub poszkodowana osoba zadbała o bezpieczeństwo swoje i swojej rodziny wykupując polisę? Czy liczyła na pomoc bliźnich w razie potrzeby? Moim zdaniem to egoistyczna postawa.

W artykule wykorzystałam wyniki badania przeprowadzonego w maju 2009 przez agencję IGS&Quant Group na zlecenie jednego z Towarzystw Ubezpieczeniowych. Raport dostępny był w Internecie.

Prasole od słońca